Kochaj i wymagaj, to nie tylko recepta dla rodziców, ale też wskazówka dla szefów

 

1. Kochaj i wymagaj, to nie tylko recepta dla rodziców, ale też wskazówka dla szefów
2. Bezwarunkowa akceptacja każdego zachowania i przymykanie oka na przewinienia, to nie jest recepta na rozwój i motywację pracownika
3. Ludzie widzą więcej sensu i mają poczucie zadowolenia z pracy, gdy stawiamy im wymagania

Kilka lat temu, niedaleko naszego domu, zginął porażony prądem nastolatek, który wracając ze znajomymi, z nocnej imprezy, wspiął się na słup energetyczny.
Wydarzenie było jak zimny prysznic dla okolicznej młodzieży. Wśród dyskusji, która wtedy wypełniła internet, zwrócił moją uwagę wpis dziewczyny, która wyraziła wdzięczność rodzicom za konsekwentne trzymanie zasad wczesnego powrotu z imprez. Dramat rówieśnika uświadomił jej, że stawianie wymagań było przejawem miłości rodziców.

RÓBTA CO CHCETA
Piszę te słowa na półmetku wakacji. Mamy teraz więcej niż zwykle okazji, by widzieć całe rodziny spędzające wspólnie czas. Przypuszczam, że podobnie jak ja, zwracasz uwagę na dzieci, których szczęśliwe dzieciństwo wydaje się być budowane na dewizie „róbta co chceta”. Każda zachcianka jest zaspokajana, a dziecko robi tylko to co chce i lubi. Mama i tata wydają się służbą przyboczną młodego monarchy, którego dobry humor jest najwyższym dobrem.
Nietrudno sobie wyobrazić, jak będzie wyglądał okres nastoletni takiej pociechy, oraz jaki młody dorosły wyrośnie z tak wychowywanego dziecka. Obstawiam, że będzie to egocentryk nieprzygotowany do porażek i twardych wymagań dorosłego życia.
Nie daj Boże, by wtedy na drodze jego nocnej eskapady, stanął słup energetyczny kuszący do wspinaczki, bo może skończyć jak ten nieszczęsny chłopiec z naszej okolicy.

KOCHAJ I WYMAGAJ
Dlaczego o tym piszę w newsletterze biznesowym? Bo widzę podobieństwo między rodzicielstwem , a zarządzaniem ludźmi.
„Kochaj i wymagaj” w zarządzaniu nazywa się niekiedy „miej serce dla ludzi, ale bądź wymagający wobec zadań”. (Mnie bardziej pasuje „kochaj i wymagaj”, ale zdaję sobie sprawę, że to dziwacznie brzmi w kontekście biznesowym.)

Tak jak Ty w okresie wakacyjnym masz sporo okazji do obserwacji stylów wychowania, tak ja dzięki mojej ciekawej pracy, obserwuję sporo ciekawych sytuacji na linii szef-pracownik.

TURKUS
Widzę, że popularność koncepcji tzw. turkusowych organizacji, zbiera żniwo podobne do propagowanego jakiś czas temu pomysłu na bezstresowe wychowanie dzieci.
Wygląda na to, że szefowie, którzy zdali sobie sprawę, iż byli nieludzkimi tyranami, zamiast znaleźć złoty środek, abdykują z roli liderów i mentorów i puszczają niedoświadczonych, nieodpowiedzialnych pracowników samopas.

MENTOR, A NIE PODSTARZAŁY KUMPEL
Może zbyt mało jeszcze widziałem w swoim życiu i być może zbyt radykalnie krytykuję koncepcję turkusu, ale póki co główne jej owoce to bałagan i zagubienie młodych pracowników, którzy potrzebują mentora, a nie podstarzałego kumpla.

Jestem przekonany, że ludzie widzą więcej sensu i mają poczucie zadowolenia z pracy, gdzie stawiamy wymagania. Gdy sytuacja jest jasno określona, a role i odpowiedzialność w organizacji są bezdyskusyjne, to widzę że pracownicy mają poczucie bezpieczeństwa.

Zaś tam, gdzie jest bezwarunkowa akceptacja każdego zachowania i przymykanie oka na przewinienia, widzę złą atmosferę i spadek motywacji.

KAPITAN TO WCIĄŻ KAPITAN
Reasumując, cieszę się, że coraz częściej odchodzimy od PRL-owskiego modelu traktowania pracowników w sposób bezduszny. Wspaniale, że coraz więcej szefów dostrzega w pracownikach ludzi z ich potrzebami, troskami i aspiracjami.
Tylko nie zapominajmy, że pojawianie się koncepcji turkusu, nie zwolniło nas z odpowiedzialności za wyniki biznesowe, za rozwój ludzi i za trwanie na mostku kapitańskim.

Na deser proponuję odgrzewanego naleśnika, czyli jednominutówkę pt. Miej serce dla ludzi, ale bądź potwornie wymagający:

https://www.youtube.com/watch?v=FhPrsaEJ_5s