Co zrobisz dzisiaj, jutro i w najbliższym tygodniu, by w Twoim życiu było więcej płynięcia, niż dryfowania?

https://www.youtube.com/watch?v=k_2JyNOXr_k

–Ile czasu potrzebuje dorosły człowiek, by się wyspać?
–Jeszcze pięć minut…

Szczerze uśmiałem się, gdy usłyszałem powyższą anegdotę. Chyba każdy miewa takie poranki, że ma ochotę zignorować budzik, schować się pod kołdrę i spać dalej.
To czemu tego nie zrobić?
Czy coś strasznego stanie się, jak raz nie wstanę na czas?

MOŻE WARTO POSPAĆ?
Myślę, że w większości przypadków, pospanie nieco dłużej da się zakamuflować. Jeśli rano odwozisz dziecko do szkoły, to przecież nie będzie afery, jak opuści pierwszą lekcję.
Może masz stawić się do pracy, na konkretną godzinę? Ale raz na jakiś czas każdemu może się zdarzyć spóźnienie. I tak dalej.
No to po się zmuszać?
Czyż lepiej nie wyjdziemy na bezstresowym życiu, gdy beztrosko i bez zobowiązań, będziemy poddawać się temu co się przytrafia i na co mamy ochotę?

TAKE IT EASY!
Przecież nadmierny i ciągły stres powoduje niezdrową mobilizację naszego organizmu. Do krwi wydzielają się hormony, które stawiają organy w stan alarmowej gotowości. Takie długotrwałe napięcie kończy się chorobami układu krążenia, cukrzycą, wrzodami i innymi przypadłościami człowieka cywilizacji stresu.
Więc po co się frustrować? „Take it easy!” jak mawiają Amerykanie, czyli „Nie przejmuj się!”.

JAK W RAJU
W dzisiejszej jednominutówce opowiadam o doświadczeniu bezstresowego podejścia do życia, gdy na kilka godzin znalazłem się w rajskiej krainie.

Piękny, słoneczny dzień, plaża, woda krystalicznie czysta, a w niej ryby o takim ubarwieniu, jakie widziałem tylko na filmach przyrodniczych.
Po ciężkim tygodniu pracy na Puerto Rico, miałem wolny dzień i mogłem się zrelaksować.
Angielski kolega, z którym przyjechałem na plażę, był tak wykończony nocną pracą, że padł na piasek i zasnął głębokim snem. Ja nałożyłem na twarz maskę z rurką, położyłem się na spokojnej wodzie i przyglądałem się życiu rafy koralowej. Mógłbym tak leżeć w nieskończoność. Co chwilę zauważałem coś pięknego: a to jakaś ryba inna od wszystkich, a to roślina o niezwykłych kształtach. Błogie i uspokajające doświadczenie.
Otoczony pięknem i spokojem, czułem się bezpiecznie.

PIEKIELNY WYSIŁEK
Po jakimś czasie przez głowę przeszła mi myśl, by zobaczyć czy kolega na plaży wciąż śpi. Podniosłem głowę nad wodę i zobaczyłem odległy brzeg. Byłem zaskoczony, że aż tak daleko mnie wyniosło. Ale woda była tak spokojna, że wiedziałem, iż z łatwością przepłynę ten odcinek i dotrę do plaży.
Zacząłem płynąć, ale miałem poczucie, że stoję w miejscu. Od jakiegoś czasu ramiona i nogi pracowały, a brzeg wydawał się cały czas tak samo odległy.
Nie miałem doświadczenia, ani wiedzy jak sobie radzić w takiej sytuacji. Potem, gdy opowiadałem o tym komuś obeznanemu z wodą, usłyszałem, że należało płynąć pod kątem, a nie wprost do brzegu. Ponoć łatwiej pokonać prądy, w bok, a nie atakując je frontalnie.
Ale wtedy, tego nie wiedziałem i uparcie płynąłem prosto w kierunku plaży licząc, że w końcu do niej dobrnę. Było coraz ciężej. Czułem zmęczenie. Dopłynąłem. Wyszedłem z wody i padłem na piasek.
To była przygoda od beztroskiego błogostanu, do walki o życie. Już wiem, że ocean potrafi być podstępny.

PUŁAPKA DRYFOWANIA
Co z tej historii wynika? Jaki to ma związek z codzienną beztroską, a której wspomniałem na wstępie?
Myślę, że codzienność, nasza praca, życie rodzinne, bywają takimi jak to karaibskie doświadczenie.
Wpadamy w pułapkę poczucia, że mamy raj na Ziemi. Stabilne przychody, kochający ludzie wokół. Nic tylko leżeć i podziwiać. Lecz niewidoczny prąd korzysta z naszej bezczynności. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że dryfujemy.
Nie uczymy się nowych kompetencji, nie pilnujemy biznesu, nie planujemy budżetu, nie okazujemy serdeczności, wdzięczności i gestów miłości najbliższym ludziom, ale wciąż jest pięknie i dobrze. Na pozór.
Gdy sytuacja zmusza nas, by podnieść głowę i spojrzeć na sprawy z innej perspektywy, to okazuje się, że jesteśmy już daleko od brzegu. Daj Boże, że dryfowaliśmy niezbyt długo i damy radę dopłynąć do lądu. Nie ma warto kusić losu.
Wprawdzie życie w nadmiernym stresie jest zabójcze, ale kompletny brak stresu, beztroska i dryfowanie są równie mordercze.

CODZIENNY KRAUL
Codzienna praca nad sobą i nad relacjami, dostrzeganie i zmaganie się z wyzwaniami to skuteczny sposób, by płynąć, a nie dryfować przez życie.
Pewno nic wielkiego się nie stanie jak raz zignorujesz budzik, jak raz dokonasz inwestycji, bez sprawdzenia budżetu, jak raz nie wysłuchasz problemów małżonka, jak raz nie podziękujesz za pomoc, ale… te pojedyncze „razy” budują większy obraz dryfującego życia.
Zatem, zachęcam Cię do chwili refleksji: co zrobisz dzisiaj, jutro i w najbliższym tygodniu, by w Twoim życiu było więcej płynięcia, niż dryfowania?