Konsensus, a nie głosowanie

https://www.youtube.com/watch?v=UT8Q6vauKOc

Celem niniejszego felietonu jest skłonienie Cię do refleksji, czy głosowanie jest sposobem podejmowania decyzji właściwym w Twojej pracy.
Pokażę, że jest coś lepszego od głosowania. Ale o tym później. Zacznijmy od spojrzenia na głosowanie.
GŁOSOWANIE JAKO ANTIDOTUM NA PROBLEMY DECYZYJNE
Każdego dnia podejmujemy decyzje. Większość z nich podejmujemy sami. Lecz gdy przychodzi do decyzji zespołowych, to nawykowo stosujemy głosowanie.
Jako oczywistość przyjmujemy myślenie, że skoro jakaś większość popiera pomysł, to przeciwnicy muszą się temu podporządkować. Zakładamy, że takie są zasady, czy to się komuś podoba czy nie. Przecież nie sposób zadowolić wszystkich, więc wybieramy to, co będzie dobre dla jak największej grupy.
Co więcej, głosowanie, to szybki i skuteczny sposób na podjęcie decyzji, bez względu na liczbę decydentów. Sprawdza się to zarówno na spotkaniu kilkuosobowego zarządu spółki, jak i na zebraniu członków stowarzyszenia, a nawet w skali głosowania w gminie i całym kraju.
Brzmi doskonale.
PO CO SZUKAĆ DZIURY W CAŁYM?
Głosowanie ma jedną poważną wadę, która uderza w nas już po podjęciu decyzji: osoby, które głosowały przeciw decyzji zwykle są „hamulcowymi” wprowadzania decyzji w życie.
Niejednokrotnie, w imię poprawności politycznej, przegłosowany przegrany ogłasza, że lojalnie zastosuje się do przyjętego rozwiązania i zrobi co trzeba, by je wdrożono.
W praktyce, ta lojalność wygląda jakby w jej tryby nasypano piasku. Na pozór wszystko jest poprawnie, ale zazwyczaj takiej osobie brakuje czasu i środków, by wesprzeć wdrożenie. Co więcej, pod pozorem dobra wspólnego, wchodzi w rolę „adwokata diabła” i wskazuje na zagrożenia oraz przeszkody, które stawiają możliwość wdrożenia decyzji pod znakiem zapytania. „Nie zrozumcie mnie źle, ale podliczyłem to, co wynika z naszej decyzji i nie widzę możliwości zmieszczenia tego w obecnym budżecie. Tak jak mówiłem, przyjmuję wolę większości i akceptuję wybrany kierunek, ale być może warto poczekać z wdrożeniem na kolejny rok budżetowy?…”
CZY JAKO LIDER MOŻESZ Z TYM COŚ ZROBIĆ?
Czy możesz zmusić opozycjonistę do konstruktywnej współpracy?
Formalnie on jest w porządku. Ani jedno jego słowo, ani jedno zachowanie nie daje Ci podstaw do reprymendy.
No to co z tym zrobić? Gdzie tkwi błąd?
Błąd popełniłeś na wcześniejszym etapie, gdy – dla oszczędności czasu spotkania – uciąłeś dyskusję i zarządziłeś głosowanie. Wtedy, osoby neutralne wobec tematu, przekułeś w opozycjonistów rozwiązania. Poczuli się niewysłuchani, ich argumenty nie zostały uwzględnione, więc uznali, że nie mogą poprzeć decyzji.
CO INNEGO MOGŁEŚ ZROBIĆ?
Jeśli było to spotkanie wąskiego grona, kilku osób i dotyczyło sprawy bardzo ważnej, to zamiast głosowania, warto wybrać konsensus.
Konsensus wymaga więcej czasu i jest trudniejszy do uzyskania, niż decyzja przez głosowanie. Dlatego konsensus stosujemy wtedy, gdy to się opłaci. Mówiąc wprost: jeśli możesz sobie pozwolić na wdrożenie decyzji, przy biernym, a nawet czynnym oporze niegodzących się z decyzją, to nie trać czasu na konsensus.
Natomiast jeśli powodzenie przedsięwzięcia zależy od solidarnej współpracy wszystkich uczestników spotkania, to poświęć tyle czasu, sił, cierpliwości i dobrej woli ile to możliwe, by doprowadzić do wykucia decyzji, pod którą podpisze się każdy uczestnik spotkania.
JAK TO SIĘ ROBI?
Technicznie, wykuwanie konsensusu polega na trzech krokach:
1. Dyskutujecie w taki sposób, by każdy się wypowiedział.
2. Robicie rundkę, gdy kolejno każdy uczestnik wypowie swoje stanowisko.
3. Jeśli po rundce nie ma konsensusu, to wracacie do punktu 1. i 2. tak długo, aż dojdziecie do rozwiązania możliwego do zaakceptowania dla każdego uczestnika spotkania.
Reasumując, gdy masz do podjęcia bardzo ważną decyzję w wąskim gronie decydentów, to daj pierwszeństwo konsensusowi przed głosowaniem, a wdrożenie decyzji pójdzie o wiele sprawniej.