Lekcja planowania, którą wyniosłem od sportowców, czyli zaczynanie z wizją końca

https://www.youtube.com/watch?v=ol9tx84dkek

Stephen Covey powiedział, że wszystko co robimy, tworzymy dwa razy: najpierw w głowie, a potem w rzeczywistym świecie. Jesteśmy kowalami swojego losu.

WIZJA KOŃCA
Jeśli mam coś do zrobienia, to tak układam przygotowania, by na czas być gotowym. Jak to wygląda w praktyce?
Np. latem ktoś zadzwonił z pytaniem o zaprojektowanie i poprowadzenie warsztatów z podejmowania decyzji dla doświadczonych managerów.
Zacząłem od „wizji końca”, czyli wyobraziłem sobie, jak pracuję z grupą, ustaliłem co mają wynieść z zajęć uczestnicy, co się zadzieje moduł po module itd.
Spisałem te pomysły, wysłałem do firmy, a potem na spotkaniu z decydentami dobudowaliśmy nowe elementy. W tym momencie warsztaty były gotowe. To znaczy były gotowe w mojej głowie.
Po zatwierdzeniu oferty i wynegocjowaniu warunków finansowych wziąłem się do realizacji wizji.
Potem, w połowie września, stojąc przed grupą uczestników, czułem się jakbym odtwarzał film, który wcześniej został nagrany. Warsztaty były stworzone dwa razy: najpierw w mojej głowie, a potem na sali szkoleniowej.

Rozmawiałem ze znajomym, który zajmuje się metaloplastyką. On ma bardzo podobnie. Najpierw wyobraża sobie co i jak zostanie zrobione. Ma w głowie dokładny obraz tego, co klient dostanie. Dopiero potem bierze do ręki metal i narzędzia, by stworzyć i dostarczyć produkt.

ZDARZA SIĘ
Może czytając powyższe słowa zastanawiasz się, czy z Tobą wszystko jest porządku, bo przecież jest sporo sytuacji, w których nie planujesz prac, bo one się jakoś przytrafiły.

Zatem czy to prawda, że wszystko tworzy się dwa razy: najpierw w głowie, a potem w fizycznej rzeczywistości?
Może jednak jesteśmy zdani na łaskę okoliczności, a nasze życie „zdarza się”? Jak to jest w Twoim życiu? Może podobnie jak u mnie?
Staram się działać intencjonalnie, wiedzieć dlaczego i po co pracuję. Jednocześnie jestem elastyczny wobec zdarzających się okazji i szukam sposobów ich twórczego wpisania w to, co dla mnie istotne.

SENSOWNA ELASTYCZNOŚĆ
Większe przedsięwzięcia, jak napisanie książki, stworzenie warsztatów, czy uruchomienie platformy e-learningowej solidnie planuję. Wypracowuję w głowie „wizję końca”, cofam się myślami wstecz, określam co ma być gotowe na poszczególnych etapach przygotowań i szczegółowo planuję najbliższe tygodnie.

Jednak, gdy ktoś do mnie dzwoni z zaproszeniem do współpracy, to daję sobie szansę na kreatywność. Szukam obszarów stycznych między jego potrzebami, a moimi celami i marzeniami. Jeśli wypracujemy wspólny obszar, to działamy.

Na przykład nie było w moich planach szkolenia oficerów wojska, prowadzenia warsztatów dla zakonnic, ani dla młodzieży ze szkoły sportowej. To wszystko się zdarzyło, bo ktoś mnie znalazł, a w dialogu znaleźliśmy sens wspólnego działania. Natomiast odmawiam angażowania się w inicjatywy, które wiodą w innym kierunku, niż moje marzenia, wizje i wartości.

ZŁOTY ŚRODEK
Regularnie kołacze się w mojej głowie stwierdzenie „działaj z wizją końca”. Inaczej mówiąc: „szukaj sensu w tym co się wydarza i nadawaj sens swoim działaniom”.

Myślę, że sens jest nie tylko w upartym i bezwzględnym realizowaniu swoich celów, ale także w weryfikowaniu celów zależnie od sygnałów płynących ze świata.

Ponownie dochodzimy do tego, że we wszystkim w życiu chodzi o „złoty środek”. Ani bezmyślny upór w realizacji swojego celu, ani też dryfowanie przez życie bez celu i sensu, nie wydają się skutecznymi ścieżkami rozwoju.

Reasumując, warto mieć wizję i zaplanować kroki jej realizacji, ale być otwartym niespodzianki, jakie niesie życie.