Oszczędzam czas jeżdżąc komunikacją publiczną

https://www.youtube.com/watch?v=8HeZcd4T2gM

Czas jest najcenniejszym zasobem każdego z nas. Czyżby? Może to jednak pieniądz jest najważniejszy? Niektórzy mówią, że za pieniądze można wszystko kupić. Wszystko? Niezupełnie. Czasu nie można kupić, ani pomnożyć. Można go roztrwonić, lub dobrze wykorzystać.
Widzimy to wtedy, gdy pojawia się wiele możliwości do działania, a czujemy, że brak czasu jest sporym ograniczeniem.

DOBA KAŻDEGO Z NAS MA 24 GODZINY. Każdy kwadrans, każda godzina, która mija, już nie wróci i przybliża nas do końca dnia. Złodzieje czasu marnują nasz dzień. Wśród nich, czas na dojazdy bywa dotkliwym elementem.
Parę godzin za kierownicą w drodze na spotkania, to bolesne skrócenie mojego produktywnego czasu.
Kiedyś myślałem, że motocykl jest na to najlepszym środkiem zaradczym. W zatłoczonej Warszawie śmigałem między samochodami, skracając czas przejazdu do imponującego minimum.
Faktycznie była to ogromna oszczędność. Jednak wciąż był to czas zmarnowany. Poza ćwiczeniem refleksu i serdecznymi pogawędkami z innymi motocyklistami, w oczekiwaniu na zielone światło, nie było pożytku z czasu spędzonego na motocyklu.

YAMAHĘ ZAMIENIŁEM NA PESĘ I SOLARIS i wtedy perspektywa zmieniła się, czyli przesiadłem się na komunikację publiczną. Odpowiedzi na maile, pisanie felietonów i podtrzymywanie relacji w mediach społecznościowych załatwiam w drodze. (Z tego powodu korzystam ze smartfona z solidną klawiaturą qwerty.)
Ostatnio ktoś pytał, jak to możliwe, że prowadząc tak aktywne życie, znalazłem czas na napisanie książki ISRIKUZ? Prawda jest taka, że większość rozdziałów powstała na klawiaturze mojego smarfona, w autobusach i pociągach.
Jest też inny wymiar korzystania z transportu zbiorowego. Jest to lepsze dla środowiska naturalnego oraz dla kieszeni. No dobra, wiem, że niektórzy z Was mają te argumenty w nosie, ale dla mnie to istotne.

REKLAMUJĘ (ZUPEŁNIE BEZINTERESOWNIE) APLIKACJĘ JAKDOJADE.PL, bo według mnie, jest to bardzo dobry sposób, by opanować temat transportu zbiorowego.
Zdziwiłem się, jak wielu moich znajomych twierdzi, że nie korzystają z tramwajów, bo nie wiedzą jak działa system, jakie bilety kupić, którą linią pojechać itd.
Nie mówię tu o osobach, które sporadycznie pojawiają się w Warszawie, ale ludziach, którzy mieszkają tu od wielu lat.

Byłem świadkiem sceny, gdy zamożny przedsiębiorca, na imprezie chwalił się znajomym, że w ramach eksperymentu przez tydzień jeździł do biura tramwajem. Opowiadał jakich ludzi widział. Odpowiadał na pytania, gdzie się kupuje bilety. Przyjmował wyrazy uznania, że sobie poradził.
Nie wiem, czy w takiej sytuacji śmiać się, czy płakać.

W LONDYNIE DO BIURA JEŹDZIŁEM OCZYWIŚCIE METREM. Było to dawno temu, gdy byłem tam w wielotygodniowej delegacji. Tym samym metrem jeździli niemal wszyscy inni: zarówno odwiedzający nas właściciel ze Szwajcarii, jak i lokalni pracownicy wszystkich szczebli. Mimo, że społeczeństwo brytyjskie jest klasowe, to tam transport zbiorowy był egalitarny.

U nas dopiero powoli odchodzimy od sytuacji, którą widziałem na Ukrainie, czy w biednych krajach trzeciego świata, gdzie biedota korzysta komunikacji publicznej, a oznaką statusu jest stanie w korkach w imponująco pięknych i drogich samochodach.

DO ABSURDALNYCH SYTUACJI DOCHODZI W MORDORZE, czyli w warszawskiej dzielnicy biur korporacyjnych. Słyszę, że ludzie stoją pół godziny w korku, by wyjechać z parkingu spod swojego biura, gdy za rogiem mają przystanek. Dlaczego nie korzystają z tramwaju? Bo mają służbowy samochód, a taki ma być w ciągu dnia na „służbie”, a nie zaparkowany koło domu. Tego problemu moja jednominutówka nie rozwiąże. Natomiast ludzi wolnych , zapraszam do uratowania czasu traconego za kierownicą.