Ta wiadomość jest pisana dla wyniku

„Ta piosenka jest pisana dla pieniędzy! ” – śpiewał ćwierć wieku temu Grzegorz Ciechowski.

Pisząc tego maila korci mnie, by zacząć od: ta wiadomość jest pisana dla pieniędzy!

Mówiąc wprost: od 10 maja do 7 czerwca prowadzę (z Olegiem) szkolenie dla handlowców. Przez 4 tygodnie towarzyszymy kursantowi dzień w dzień, a on dzięki temu zarabia więcej pieniędzy.

Proszę Cię, daj znać tym, których masz obok co żyją z przekuwania relacji na transakcje. Inaczej mówiąc osoby handlujące, obsługujące klientów i prowadzące sprzedaż doradczą.

Mamy jeszcze parę miejsc i dobrze by ktoś z nich skorzystał, bo tylko raz do roku robimy to w formule otwartej.

Jeśli interesują Cię szczegóły, to czytaj dalej. Lecz jeśli już widzisz, że tego maila po prostu warto podać dalej, a nie wgryzać się w szczegóły to tak zrób. Najważniejsze już wiesz.

Teraz opiszę, jak to wygląda, jak działamy i jakie cele stawiamy sobie i każdemu uczestnikowi.

Ty osiągniesz

  • Zwiększenie przewidywalności efektów sprzedażowych
  • Zwiększenie koncentracji na wyniku
  • Zmiana postawy z „wynik jest/przyjdzie” na „ja mam wpływ na wynik”

Film  

Nagraliśmy 15 minutowy film, w którym opowiadamy co sprawia, że taki miesięczny program niezawodnie działa: LINK FILM

(Wiem, że niektórzy wolą oglądać i słuchać niż czytać)

Dla kogo?

Jest dobra szkoła tak dla handlowca stawiającego pierwsze kroki i potrzebującego codziennego prowadzenia, jak i dla „starego wyjadacza”, który chce wrzucić swoją robotę na wyższym bieg.

Jak to prowadzimy?

Każdy uczestnik objęty programem będzie przez 4 tygodnie prowadzony dzień w dzień, w doskonaleniu swoich umiejętności sprzedaży:

  • Program rozpoczyna się od indywidualnego wideo-spotkania;
  • Potem jest kilkugodzinne szkolenie online, a dalej
  • Codzienna poranna odprawa oraz
  • Superwizja dwa razy w tygodniu (na bazie rozmów handlowych, z których trenerzy będą dzień po dniu wyłapywać to co idzie dobrze oraz to co jest do poprawy)

  Metody pracy

Program prowadzi dwóch trenerów, doświadczonych w pracy z siłami sprzedażowymi. Każdy uczestnik będzie przechodził przez taki sam proces opierający się na nabyciu dobrych praktyk komunikacyjnych, przełamaniu barier w swojej postawie wobec sprzedaży, aktywnemu wykorzystaniu materiałów i narzędzi sprzedażowych, wytrwałym ukierunkowaniu na domykanie otwartych okazji biznesowych oraz otwieraniu nowych szans sprzedażowych.

Trenerzy

Bernard Fruga to autor, trener i mentor biznesu. Jego specjalizacją jest łączenie obszaru zarządzania z rozwojem charakteru.

Doradza strategicznie, udoskonala zarządzanie, współtworzy modele biznesowe, wdraża mechanizmy budowania zespołów i wyposaża liderów biznesu w wymagane kompetencje.

Przez kilkanaście lat pracował na stanowisku międzynarodowym, a większość tego czasu spędził mieszkając w Szwajcarii. W praktycznym działaniu nauczył się co to jest zarządzanie projektami, komunikacja międzynarodowa, szkolenie, wdrażanie rozwiązań, zarządzanie zespołem rozproszonym na różnych kontynentach i tworzenie nowych przedsięwzięć od Sydney, poprzez Belgrad, aż po Puerto Rico. Był też globalnym konsultantem amerykańskiej korporacji Nielsen, gdzie łączył business development z porządkowaniem procesów biznesowych.

Jest certyfikowanym przez MATRIK trenerem zarządzania. Posiada poświadczenie ABW bezpieczeństwa do informacji oznaczonych klauzulą „TAJNE”.

Ma dyplom psychologa KUL, w czasie studiów specjalizował się w psychologii przemysłowej (później nazywanej psychologią biznesu).

Napisał „ISRIKUZ II. Skuteczny manager”, „ISRIKUZ. Pogodne przywództwo”, „Alfabet ogarniania”, „Eventworking” oraz „Od przedszkola do Doliny Krzemowej”.

Oleg Prybylo – trener biznesu, menedżer, konsultant TOC

Doświadczenie zawodowe:

Socjocybernetyk, trener biznesu, doświadczony menedżer. Przez dwanaście lat budował i rozwijał zespoły w kraju i za granicą. Uczestniczył w rozbudowywaniu sieci handlowych w Moskwie, Kijowie, Białorusi, Czechach. Wdrażał i rozwijał know how zespołów w branży poligraficznej, rolniczej, elektrycznej, IT. Licencjonowany konsultant w zakresie Teorii Ograniczeń. Doradca kadry menedżerskiej w zakresie zarządzania operacyjnego.

Specjalizacja:

Diagnostyka głównego ograniczenia w systemie biznesowym. Rozwój zdolności menedżerskich wspierających osiągnięcie postawionego celu. Doradztwo i szkolenie sił sprzedażowych w B2B.

Wykształcenie:

Magister socjologii (specjalizacja – socjocybernetyka), Uniwersytet im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Trener Biznesu certyfikowany przez House od Skills. Certyfikowany konsultant TOC certyfikowany przez TOC Consulting Goldratt School.

Doświadczenie w obszarze szkoleń sprzedażowych:

Ma bogate doświadczenie w uruchamianiu biur sprzedaży, rozwoju pracowników działów sprzedażowych. Jednym z najbardziej spektakularnych przykładów jest firma Edica Sp. z o.o., gdzie realizował warsztaty i konsultacje, dzięki którym w najtrudniejszych czasach kryzysu sprzedaż nie tylko utrzymała się w dobrej kondycji, ale również nie został utracony żaden cenny pracownik działu.

Inwestycja

Inwestycja w takim modelu to 6000zł+vat za uczestnika za 4 tygodnie.

Kontakt

Telefon: + 48 600888862

Mail: kontakt@hybridsolutions.pro

Strona: https://wynik.pro

Pogodnie pozdtawiam,

Bernard

Umożliwić im żyć w Polsce na miarę ich talentów, wykształcenia i możliwości

Co u mnie słychać? Pewno Cię nie zaskoczę tym, że wykuwam wizje i działam. Tak już mam. Moją naturalną reakcją na nowe sytuacje jest wyszukiwanie okazji do tego co mógłbym zrobić. Jest to ogromny dar, ale też niebezpieczeństwo rozmienienia swoich sił i talentów na drobne.

Mamy z Ukrainy

W środę pojechałem rowerem do Janek by uzupełnić zapasy w lodówce i w spiżarni. Po drodze między moim Nadarzynem a Jankami jest Centrum Ptak, gdzie są uchodźcy z Ukrainy. Jadąc ścieżką rowerową spotykałem ukraińskie mamy z dziećmi. Potem w supermarkecie w Jankach też je widziałem.

Jeszcze nim się znalazłem bliżej i nim usłyszałem język rosyjski lub ukraiński to wiedziałem, że są z Ukrainy. Ich mowa ciała, sposób chodzenia, coś takiego co od razu mówi, że masz przed sobą człowieka, który dźwiga na barkach jakiś potworny ciężar. Jak już widziałem je z bliska to jeszcze ten wyraz oczu; nie potrafię powiedzieć czy smutny, czy może raczej przygaszony.

Action Man

Od razu włączał się w mojej głowie „action man”. Co zrobić by im ulżyć? Już dzwonię do Olega, już wymyślam, jak moglibyśmy jeszcze coś dla nich zrobić.

Po chwili przychodzi refleksja, że siły musimy skupić na tym co już wybraliśmy jako naszą odpowiedź na to co się dzieje.

Gdzie będą za rok?

Co będzie za rok? Za dwa lata? Za trzy lata? Gdzie będzie ta około 40-letnia Ukrainka, która z nastoletnim synem stała przede mną w kolejce na stoisku mięsnym? Gdzie będzie ta, która szła po ścieżce rowerowej pchając wózek z malutkim dzieckiem, a obok mają biegającego brzdąca? Gdzie będzie ta, które skulona siedziała na przystanku, a smutne dziecko siedziało koło niej?

Może przyjedzie po nią mąż i powie, że ich dom ocalał i mogą wracać, by na nowo posklejać swoje życie na Ukrainie? Może dowie się, że nie ma już do kogo ani do czego wracać? Może dołączy do niej mąż i zdecydują zostać tutaj?

 

Rokwitajcie w Polsce

Jak utorujemy drogę do normalnego życia i pracy w Polsce tym, którzy tutaj będą chcieli lub będą zmuszeni zostać?

Wraz z Olegiem rozpisaliśmy plan na roczny program adoptowania do pracy kobiet z Ukrainy w specjalistycznym handlu. Dobry handlowiec zawsze był, jest i będzie w cenie na rynku. Oleg i ja potrafimy wykuwać talenty handlowe. Na tym się znamy. Z tego żyjemy. Zatem do połowy przyszłego roku zamierzamy zaopiekować się kilkuset Ukrainkami, które dzięki nam znajdą dobrą, ciekawą i dobrze płatną pracę w Polsce.

Może wszyscy wrócą do domu

Ostatnio Oleg się zamyślił i mówi mi, że może to wszystko tam się dobrze skończy i one wszystkie stąd wyjadą do domu, a nasz program będzie nikomu niepotrzebnym wysiłkiem.

Gdyby tak się stało to byłby to jeden ze szczęśliwszych dni mojego życia. Gdyby te matki mogły wrócić do bezpiecznych domów i nie potrzebowały Polski, polskiego rynku pracy, polskiej pomocy to bym się szeroko uśmiechnął. W obliczu takiego dobra nie żałowałbym czasu i sił poświęconych na program, z którego nie musiały skorzystać.

Potencjał

Jeśli jednak zawierucha na Ukrainie potrwa wiele miesięcy lub nie daj Boże lat to musimy to zrobić. Musimy umożliwić im żyć w Polsce na miarę ich talentów, wykształcenia i możliwości. Łatwo jest posadzić Ukrainkę na kasie w sklepie lub dołączyć do ekipy sprzątającej. Ale ona nie po to była najbystrzejszą dziewczyną w klasie, najbardziej operatywną w sąsiedztwie i najlepiej zorganizowaną w swojej ukraińskiej pracy, by resztę życia spędzić w mopem w ręku.

Powoli układamy program. Przekuwamy wizję na konkretny projekt.

Róbmy swoje

Oczywiście bieżące pilne wyzwania odrywają Olega. Dostaje telefon, że pilnie potrzebna kamizelka kuloodporna, bo ktoś z bliskich jest właśnie kierowany do „działań taktycznych”. Potem najpilniejsze stają się maski przeciwgazowe itp.

Szanuję jego postawę i to, że potem potrafi przystanąć i mimo wszystko przełączyć się w tryb „róbmy swoje”.

Polak i Ukrainiec pracujący razem. Jakże to zdanie nabrało znaczenia w ciągu miesiąca.

To tyle mojego podsumowania tygodnia.

Trzymaj się!

 

 

 

Wiem dlaczego Ukraina wygrywa, bo znam Olega

Wojna sprawiła, że zawalił mu się świat. Całymi dnami siedział i czytał jakieś wycinki z gazet. Nie był w stanie niczego pożytecznego robić. Na szczęście jego żona miała głowę na karku i poprzez swoją operatywność zapewniła rodzinie byt w czasie okupacji.

Taką historię o swoich dziadkach opowiadał ktoś ze znajomych.

Wycinki gazet

80 lat temu nie było mediów społecznościowych, całodobowych kanałów informacyjnych ani botów wpływających na to co wiemy i jak o tym myślimy.

Dzisiaj pokusa by odkleić się od życia i zamieszkać wśród „wycinków z gazet” jest niepomiernie większa.

Ktoś w mijającym tygodniu powiedział, że poza wojną, w której giną ludzie za naszą wschodnią granicą, toczy się wojna o nasze umysły.

Czwartkowa pobudka

W czwartek obudziłem się jeszcze przed budzikiem. Było jakoś około piątej rano. Po półgodzinnej medytacji zabrałem się za codzienną rutynę. Sprawdziłem maile i rzuciłem okiem czy ktoś mnie nie zaczepiał w mediach społecznościowych. Wtedy trafiłem na post Agnieszki Romaszewskiej, która napisała o początku wojny na Ukrainie. Więcej szczegółów znalazłem na którymś z brytyjskich serwisów prasowych.

Dzięki Bogu miałem dwie godziny do rozpoczęcia pierwszych spotkań biznesowych online. Zdążyłem zebrać myśli i przestawić głowę na tryb pracy.

Jak mam pomóc?

Tego dnia czekało mnie kilkanaście indywidualnych konsultacji.   Olega mogłem tylko łapać SMSami. Dopiero po południu udało nam się porozmawiać.

Na szczęście jego bliscy są bezpieczni w zachodniej części Ukrainy.

Jak to zwykle bywa, w sytuacji, na którą nie mam wpływu włącza mi się chęć by jednak coś zrobić. Na moje pytanie o to jakiej pomocy potrzeba, Oleg odpowiedział spokojnie i trzeźwo:

Musimy jeszcze bardziej rozwijać to co robimy w biznesie, bym mógł regularnie dawać pieniądze moim na Ukrainie.

Wspierać regularnie

Przecież to oczywiste! Jednorazowa pomoc to piękny gest. Tylko jak uczy doświadczenie organizacji charytatywnych łatwo zebrać jednorazowe środki, gdy dzieje się coś strasznego. Trudniej dostawać regularne wsparcie, gdy dramat nie przebija się na pierwsze strony mediów. Co z oczu to z serca.

Oleg i jego świat

Oleg ma do wyżywienia piątkę dzieci, a teraz ma jeszcze pomagać bliskim po drugiej stronie granicy.   Pracujemy razem, ramię w ramię, więc jego wyższy bieg musimy wrzucić razem. Chętnie wniosę swój wkład.

Tu nie czas na ślęczenie przed telewizorem i odpływanie w myśli „a co to będzie?”, „na ile jesteśmy bezpieczni?”, „a co tam się jeszcze dzisiaj wydarzyło?”.

Oleg jest twardym gościem. Nie jedno widział, nie jedno przeżył. Teraz, gdy jego naród walczy o przetrwanie, Oleg wie, że najlepsze co może zrobić to trzeźwo i racjonalnie budować scenariusz na przyszłość.

Boże, co to będzie?!

Jakże to kontrastuje z niejednym z moich znajomych, którzy histeryzują faszerowani propagandową papką z mediów walczących o słupki oglądalności. Ktoś uwierzył w nachalnie powtarzanego newsa o koszmarnych kolejkach na stacjach benzynowych. Ktoś inny wycofał wszystkie pieniądze z banku. Ktoś odwołał wyjazd w delegację do innego województwa, bo „w taki czas lepiej być z bliskimi”.

Ukraina wygrała

Jeśli prawdą jest, że Rosja prowadzi równie intensywnie wojnę o nasze umysły, jak prowadzi walki na lądzie, to może warto wziąć przykład z Olega?

On i jego koledzy nie panikują. Robią swoje. Weryfikują informacje sprawdzając w pewnych źródłach. Jestem spokojny, że wygrają wojnę o swoje umysły. Nie wiem, jak się skończy walka o ich ziemię. Lecz jak wygrają w głowie, to ziemię koniec końców też odbiją. Żaden ruski diabeł nie jest wieczny i oni to wiedzą.

Pokarm dla głowy

Co z nami? Zacznijmy wygrywać w głowie! Na szczęście znam coraz więcej osób, które wyłączyły te durne telewizory, przestały wierzyć w bzdury podawane w sieci przez jakieś dziwne osoby.

Mówi się, że kondycja fizyczna równie mocno zależy od diety co od ćwiczeń. Zatem kondycja umysłowa równie mocno zależy od sprawności intelektualnej co od informacji, którymi karmimy zmysły. Jaki bym nie był inteligentny, to gdy nafaszeruję się gównianymi informacjami to doprowadzę do umysłowej sr… niewydolności jelit.
Zalecam dietę informacyjną!

Warto posłuchać

To by było na tyle. Jeśli chcesz bliżej poznać Olega, to tu wklejam LINK do YouTuba, gdzie właśnie zaczęliśmy publikować nasze pogawędki o tym co robimy w biznesie. Jeśli wejdziesz, by posłuchać to proszę Cię kliknij tam guzik „Subskrybuj”, bo dzięki temu portal poda dalej nasze filmy widząc, że ktokolwiek ogląda ten kanał.

Muszę jeszcze dodać: ależ mi Ukraińcy zaimponowali w tym tygodniu swoim hartem ducha!

Pogodnie Cię pozdrawiam,

Bernard Fruga

 

Anioły są wiecznie ulotne, zwłaszcza te w Bieszczadach

Na ścianie mojego pokoju wisi zielony, drewniany Bieszczadzki Anioł. Dostałem go w Ustrzykach Dolnych na pamiątkę poprowadzenia kilku dni zajęć z młodzieżą i nauczycielami tamtejszej szkoły.

Język przedmiotów

Może też tak masz, że przedmioty ładnie wpisują się jako symbole w to co się wydarza i co staje na naszej drodze.

Stare Dobre Małżeństwo śpiewało, że „Anioły są wiecznie ulotne, Zwłaszcza te w Bieszczadach, Nas też czasami nosi, Po ich anielskich śladach” (tutaj jest LINK do tej piosenki ku przypomnieniu lub jej poznaniu).

Takim Bieszczadzkim Aniołem, który mnie kilka lat temu ponownie zaprowadził do Ustrzyk Dolnych była Pani Basia Sałosz. Nawet nie wiem, jak mnie znalazła. Kilkakrotnie dzwoniła i zachęcała, bym do nich przyjechał i poprowadził warsztaty.

Trącony skrzydłem

W Ustrzykach zatrzymałem się w domu rodzinnym Państwa Barbary i Tomasza. Poznałem też ich przyjaciół i poczułem się „trącony skrzydłem aniołów bieszczadzkich”.
Gdy się dowiedzieli, że lubię miód, to podarowali mi słój takiego ponoć najbardziej zdrowego i naturalnego w Polsce. Był to miód z pasieki kogoś z ich rodziny, kto miał ule gdzieś między Ustrzykami a Arłamowem.

Ustrzyki w latach 70.

Przyznam, że do wyjazdu do Ustrzyk nie trzeba było mnie długo przekonywać, bo miałem stamtąd barwne wspomnienia z dzieciństwa.

Moi rodzice jeździli latem na zgrupowania łuczników Resovii do hotelu Laworta. My z bratem byliśmy z nimi. Podczas treningów szwendaliśmy się po okolicach Laworty. Znaliśmy wiele zakątków Ustrzyk.

Miło było po latach ponownie zobaczyć te miejsca.

Pani Basia od aniołów

Z Panią Basią i jej mężem nie widziałem się od paru lat. Raz na jakiś czas dostawałem od niej krótkiego maila z podziękowaniem za niedzielny felieton.

W ten poniedziałek dostałem SMSa od Pana Tomasza, z informacją o śmierci Basi. Długo chorowała. Teraz już jest wśród aniołów. One też otoczyły pewno opieką jej rodzinę.

Jeśli wierzysz, że nasze życie nie kończy się na ziemskiej wędrówce, to może prześlij dobrą myśl lub modlitwę w Bieszczady.

Kawa u Pana Boga

Kilka znanych mi osób odeszło w ostatnich tygodniach. W takich sytuacjach słyszę i czytam różne głosy bliskich. Od „przedwczesnej i niepotrzebnej śmierci”, „poprzez bolesne zostawienie bliskich”, aż po „pójście na wyczekiwany spoczynek po ziemskich zmaganiach”.

Śmierć nie jest dla mnie tematem łatwym. Rozum mówi, że to naturalna kolej rzeczy, że każdy z nas rodzi się, żyje i umiera. Serce, gdy ociera się o powiew z tej drugiej strony, to nie pozostaje obojętne. Jest tęsknota za obecnością tych co odeszli.

W oku kręci się łza wspomnień konkretnych sytuacji, rozmów, spotkań z tymi, z którymi już na Ziemi się na kawę nie umówię.

Coś mamy do zrobienia

W tym tygodniu zadzwonił do mnie znajomy przedsiębiorca. Mniej więcej w moim wieku. Nie rozmawialiśmy od dawna. Pretekstem do telefonu była potrzeba domknięcia formalności interesów, które razem robiliśmy dawno temu. Po potwierdzeniu, że obydwaj mamy się dobrze i zdrowo, zamknęliśmy rozmowę stwierdzeniem, że skoro jeszcze żyjemy to najpewniej mamy jeszcze coś do zrobienia na tym świecie.

Życzę Tobie i sobie pogodnego zrealizowania tego z czym zostaliśmy wysłani na ziemską wędrówkę. Zaś tym, którzy już przeszli linię mety jestem winien wspomnienie dobra, które po sobie zostawili.

Moje pożegnanie z parkietem; praca hybrydowa oraz wnioski z ubiegłotygodniowej konferencji

  1. Praca hybrydowa, to nowa normalność
  2. Szefowie są zaskoczeni tym, jak sprawnie poszło przełączenie
  3. Większym wyzwaniem była infrastruktura komputerowa niż kompetencje

 

–Skoro będziesz te cztery wieczorne godziny za kółkiem, to odpal sobie na komórce naszą konferencję i posłuchaj na żywo – zaproponował Andrzej, który był współorganizatorem czwartkowego eventu pt. „Praca Hybrydowa okiem praktyków. Konieczność i okazja”. Tak też zrobiłem.

Hybrydowa agenda

Zresztą tamtego dnia, tzw. praca hybrydowa była moim motywem przewodnim już od świtu. Oto mój plan poranka:

7:50-8:00 telefoniczny stand-up meeting z zespołem klienta

8:00-9:30 szkolenie online ze skuteczności osobistej

9:30-9:45 konsultacja indywidualna

9:45 -10:00 konsultacja indywidualna

10:00-10:30 warsztaty online dla dyrektorów i kierowników mojego klienta

10:30-10:45 konsultacja indywidualna

Nowy wymiar produktywności

Oszczędzę Ci czytania szczegółów planu popołudniowego. Gdy spoglądam na powyższą agendę, to widzę, że taki poziom produktywności nie byłoby możliwy, bez pracy zdalnej. Dzięki wyeliminowaniu czasu na przejazdy, przełączenie się ze spotkani na spotkanie jest kwestią kliknięcia myszką komputerową.

Co więcej, gdy pomyślisz o uczestnikach powyższych wydarzeń, to w sytuacji offline, ich udział w moich konsultacjach i szkoleniach, byłby okupiony przemierzaniem setek kilometrów. Uczestnicy szkolenia z 8:00 byli większości w południowo-wschodniej części kraju, a dyrektorzy z 10:00 byli rozsiani po wszystkich regionach.

Pożegnanie z parkietem

Traktując mój kalendarz jako studium przypadku zwróć uwagę jeszcze jeden ważny element. Szkolenie trwało półtorej godziny, a warsztaty pół godziny. To nie jest wyjątek. To nowa codzienność.

Niniejszy felieton piszę siedząc w pokoju hotelowym na północy Polski. Prowadzę tu dwudniowe szkolenie dla kadry managerskiej. Mam przeczucie, że to szkolenie jest moim pożegnaniem, z taką formułą pracy z klientem. Czyżby to było moje ostatnie dwudniowe szkolenie stacjonarne? Być może.

Prekursorzy

Nim w czwartkowe popołudnie wrzuciłem mój składak do bagażnika samochodu, na parkingu wypożyczalni i nim ruszyłem na północ słuchając konferencji „Praca Hybrydowa okiem praktyków. Konieczność i okazja”, to podjechałem jeszcze rowerem na spotkanie z moim serdecznym znajomym, kierującym sporą organizacją doradczo-szkoleniową. Rozmawialiśmy we trzech, tym trzecim uczestnikiem był guru od nagrań i montażu wideo. Mój znajomy perfekcyjnie wyczuł to, co się dzieje na rynku i poważnie zainwestował w przełączenie się na profesjonalną działalność zdalną. Chciał byśmy wymienili doświadczenie w tym obszarze. Wszyscy trzej widzimy, że stary świat szkoleniowo-doradczy już się skończył. Czas wziąć w objęcia nowego towarzysza podróży, czyli rzeczywistość hybrydową.

Wnioski z konferencji

Co takiego usłyszałem na konferencji o pracy hybrydowej? Kable do routerów, zestawy słuchawkowe, szybki Internet w domach, taksówki do przewiezienia komputerów stacjonarnych z biura do domów, czytanie mowy niewerbalnej współpracowników, gdy ich widzimy tylko przed kamerkę, to były większe wyzwania pracodawców, niż produktywność i kompetencje cyfrowe pracowników działających z domu.

Cyfrowy nauczyciel

Widziałem to każdego dnia pod naszym dachem. Moja żona jest nauczycielką. Została z dnia na dzień wrzucona do pracy na Teamsach. Nigdy wcześniej nie korzystała z takiej platformy. W ciągu kilku dni Teams to było jej środowisko pracy, w którym sprawnie się poruszała.

Widzimy się w środę o 20:00

Porozmawiajmy o tym w środę. 30 września o godzinie 20:00 na moim kanale youtube jest spotkanie na żywo z udziałem moich czytelników i widzów. Spotkanie w ubiegłą środę było bardzo udane, wiele pytań, kilkudziesięciu uczestników i dynamiczna interakcja. Zapis poprzedniego spotkania oraz link na najbliższe znajdziesz na moim kanale: LINK YT

Proszę o Twoje komentarze i pytania mailowo w odpowiedzi na tą wiadomość, a także interaktywnie w oknie czatu podczas środowego spotkania.

Pogodnie pozdrawiam,

Bernard Fruga

 

PS

Jeśli czekasz też na mój cotygodniowy materiał wideo to odsyłam Cię do poniższych linków. Dzisiaj jest o moich odkryciach związanych z narzędziem do robienia notatek pn. OneNote.

Oto link do 7-minutowej wersji: LINK 7MIN

Tutaj jest 1-minutowe podsumowanie tematu: LINK 1MIN

 

 

 

Stand-up meeting, czyli codzienne spotkanie: poprawia czy pogarsza wyniki?

LIVE, środa, 9 IX, g. 20:00

link bezpośredni na youtube: LINK

Felieton

–Z powodzeniem, codziennie rano, spotykam się na kilka minut z handlowcami i odpytuję z realizacji wczorajszego celu oraz o plany na dzisiaj. To przynosi efekty. – usłyszałem od szefa sprzedaży.

Szef z innej firmy podzielił się odmiennym doświadczeniem:
–Dostałem zalecenie, by zaczynać dzień od spotkania z handlowcami. Robiłem to przez jakiś czas, ale przestałem, bo było bez sensu. Dzięki spotkaniu ze mną mogli opowiedzieć jakie przeciwności zniweczyły ich plany i tym samym czuli się rozgrzeszeni. Spotkania działały na nich demotywująco.

Dwa głosy na przeciwległych biegunach. Jak to możliwe? Dlaczego ta sama metoda u jednego szefa przyniosła wzrost obrotów, a u drugiego spadek? Jak to możliwe?

Trzy proste pytania

Nim znajdziemy odpowiedź na powyższe pytania, potrzebujemy powiedzieć więcej o samych spotkaniach. Chodzi o codzienne, krótkie zebranie, gdzie uczestnik odpowiada na trzy pytania:

  1. Co zrealizowałem od poprzedniego spotkania?
  2. Co zrealizuję do kolejnego spotkania?
  3. Jakie przeciwności stoją na mojej drodze? Te pytania pierwotnie wywodzą się ze stand-up meetingów, będących elementem zarządzania zwinnymi projektami informatycznymi. Obecnie stand-up meeting to codzienność we wszelkiego typu organizacjach biznesowych i non-profit.

Coś nowego

Także podczas naszego 4-tygodniowego szkolenia handlowców, każdy dzień rozpoczynamy od krótkiego spotkania. Uczestnicy są rozproszeni po całym kraju, więc spotkanie jest telefoniczne. Dla niektórych jest to pierwsze w życiu doświadczenie codziennych spotkań.

Celem jest podzielenie się przez uczestnika swoim celem na dany dzień oraz pochwalenie się realizacją wczorajszego celu. Oczywiście pierwszym wyzwaniem jest konieczność określenia sobie celu, co dla wielu jest zupełnie obce.

Pomylenie celu z aktywnością

Im bardziej obce jest stawianie sobie celu, tym większa tendencja by zamiast o celu mówić o planie działań. Zamiast powiedzieć: dzisiaj zrobię 40tysięcy, łatwiej powiedzieć: dzisiaj spróbuję skontaktować się z klientem X oraz odwiedzić klienta Y. Nazajutrz, zamiast podsumować: wczoraj zrobiłem 38tysięcy, łatwiej będzie powiedzieć niestety X nie odbierał ode mnie telefonu, zaś Y poprosił, żeby spotkanie przesunąć na przyszły tydzień.

Podczas naszych szkoleniowych stand-up meetingów konsekwentnie uczymy uczestników rozróżniać cele od planu działań. Spotkanie służy rozmowie o celach, a nie o planach działań.

Co odróżnia sukces od porażki?

Przypuszczalnie już znasz odpowiedź na pytanie, dlaczego pierwszy z managerów wspomnianych na wstępie felietonu uznaje codzienne krótkie spotkanie za skuteczne narzędzie motywacji, a drugi wręcz przeciwnie.

Oczywiście odróżnia ich to, o co pytają pracowników. Jednego interesuje tylko cel, zaś drugi skupiał się na działaniach. Z perspektywy pracownika diametralnie zmienia to wektor odpowiedzialności. Jeśli podejmę konkretny cel, a w trakcie dnia widzę, że mój pomysł na dojście do niego właśnie się rozsypał, to podejmuję alternatywne działania, które przybliżą mnie do celu. Natomiast, gdy deklaruję konkretne działania, a obiektywne czynniki wykluczą podjęcie tych działań, to mam święty spokój, bo przecież nie mogę brać odpowiedzialność za coś, co jest siłą wyższą, na co nie mam wpływu.

Managerski obowiązek

Na koniec jeszcze ogólna uwaga na temat codziennych, porannych, krótkich spotkań w dowolnym dziale, nie tylko u handlowców. Jak pewno pamiętasz, Twoje obowiązki szefa, zamykają się w czterech domenach, które masz realizować każdego dnia: planowanie, organizowanie, motywowanie oraz kontrola. Widzę u zaprzyjaźnionych szefów, że poranny rytuał stand-up meeting jest dla nich dotknięciem wszystkich czterech obszarów. Odpowiedź każdego podwładnego na pytanie jak zrealizował cel i jaki ma nowy cel, daje Ci poczucie zaplanowania dnia, widzisz na ile cele są spójnie zorganizowane, spotkanie motywuje, a Ty do tego masz wstępną kontrolę tego, co się wczoraj zadziało. Czyż to nie miło już u progu dnia mieć poczucie, że zrealizowałeś swoje główne obowiązki?

 

Film

Tu jest link do filmu

Środowa dwudziestka

Na niniejszej stronie szukajcie w najbliższą środę o 20:00 linku do naszego cotygodniowego dłuższego spotkania opartego o temat aktualnego felietonu. Zachęcam do przesyłania (już teraz!) pytań i komentarzy mailem. Zapraszam też do aktywnego udziału na żywo, w oknie chat na youtubie w środę o 20:00.

 

PS.

Pierwszy rozdział książki ISRIKUZ 3 już został napisany. W ciągu najbliższego tygodnia zostanie dopieszczony, tak by w połowie września jego wersja audio oraz e-bookowa trafiła do skrzynek mailowych tych, którzy uczestniczą w przedsprzedaży. Oczywiście można w każdym momencie dołączyć i zachęcić znajomych do dołączenia, oto link: LINK

W tym tygodniu, zastanawialiśmy się nad podtytułem jaki będzie miał ISRIKUZ 3. Wstępnie brzmi on (NIE)DOSKONAŁY SPRZEDAWCA.

Mogę już oficjalnie powiedzieć kto jest współautorem: Oleg Prybyło. Dzięki jego wkładowi znajdziecie na kartach książki coś wyjątkowego w naszej szerokości geograficznej: podpowiedzi i przykłady zastosowania TOC (tj. teorii ograniczeń) w sprzedaży.

Niniejszym z serca dziękuję za zaufanie i kopa motywacyjnego tym, którzy już są w naszej przedsprzedaży. Przypominam link: LINK


Serdecznie sugeruję, zapisz się na mój newsletter, a wtedy kolejny felieton trafi do Twojej skrzynki mailowej w niedzielny poranek: fruga.net/lista


Jak sprawić, by się poruszać podczas spotkań Teams i Zoom?

20-minutowe wideo

Materiał wideo pt. Jak wybrać bieżnię do biura: https://youtu.be/SLSdL-jJAjc

 

 

 

 

Spis treści: 00:00 Nim kupisz do biura bieżnię… 01:07 Bieżnia, czy świeże powietrze? 02:15 Składana, czy nieskładana? 03:24 Szybka, czy powolna? 04:30 Krótka, czy długa? 05:40 Podnoszona, czy płaska? 06:50 Markowa, czy no-name? 08:00 Nowa, czy używana? 09:10 Do 1000zł? 10:20 Do 2000zł? 11:26 Do 3000zł? 12:29 Do 4000zł? 13:40 4000zł+? 14:50 Jakiej marki? 16:00 W jakim sklepie? 17:05 Z jakimi funkcjami? 18:15 Co z tabletem przy bieżni? 19:20 Co z aplikacją iFit? 20:33 Jak to wpłynie na rachunki za prąd? 21:34 Podsumowanie

Felieton

Lubię spotkania chodzone. Pójść na spacer, zrobić kilka rundek, przedyskutować to, co trzeba, potem wrócić do biurka i zanotować główne punkty. Taki styl spotkań jest mi najbliższy. Od marca 2020 jest to utrudnione, bo praktycznie cały mój biznes przeniósł się w świat on-line. Jednak znalazłem rozwiązanie.

Pół roku i kilka kilogramów później?

Pewno wielu z Was, Drodzy Czytelnicy, ma podobne doświadczenia. Od sytuacji, gdy nawet nie wiesz kiedy przeszłaś w ciągu dnia 10000 kroków (bo tyle spraw załatwiałaś chodząc z miejsca na miejsce), do sytuacji, gdy wieczorem orientujesz się, że masz na koncie tylko około 1000 kroków, a łazienkowa waga pokazuje zaskakująco wysoką liczbę kilogramów. Tu nie chodzi o grywalizacyjną zabawę z aplikacjami zliczającymi kroki i masę ciała, ale o samopoczucie i zdrowie.

Chodzić, jeść i spać

Od kilku lat zwracam większą uwagę na to, jak ruch, sen i odżywianie wpływają na mój poziom energii. Jeśli nie przejdę kilku kilometrów, za późno pójdę spać i zjem byle jak, to jestem w wyraźnie gorszej formie, niż zwykle. Przypuszczam, że zawsze tak było, tylko ja tego nie dostrzegałem.

Gdy prezenty spadają z nieba…

Ostatnio miałem szczęście w nieszczęściu, bo na czas pandemii przypadły moje pięćdziesiąte urodziny i mogłem popuścić wodze wyobraźni, co bym chciał w prezencie. Tym sposobem w moim gabinecie stanęła elektryczna bieżnia. Już wcześniej widziałem w sieci podpowiedzi i przykłady jak ta czy inna osoba łączy pracę biurową z ruchem na bieżni. Teraz mogę się podzielić moją opowieścią.

Chodzony Teams i Zoom

Czasochłonnym elementem mojej pracy są spotkania jeden na jeden z klientami. Od marca są to spotkania na Zoomie, a ostatnio coraz częściej na Teamsach. Gdy tylko wiem, że na danym spotkaniu nie będę potrzebował ślęczeć w arkuszu kalkulacyjnym z wynikami finansowymi, ani udostępniać moich plików, to wchodzę na spotkanie na bieżniowym tablecie. (Mam stojak nad bieżnią, do którego przypiąłem prosty tablet androidowy, służący mi głównie do wideokonferencji, e-learningu i aplikacji sportowej. O tych dwóch ostatnich powiem później, a teraz o spotkaniach.)

Powolutku jak emeryt

Prawdę mówiąc, gdyby to miała być bieżnia tylko do wideokonferencji, to wystarczyłby jakiś skromny model ruszający się z prędkością kilku kilometrów na godzinę. Bowiem taki spokojny krok, jak na spacerze biznesowym, to 3-4 km/h. Powolny silnik nie robi specjalnego hałasu. Ja też zwykle rozmawiam przez słuchawki tłumiące dźwięki z tła, więc moi rozmówcy nie powinni doświadczać dyskomfortu, na chodzonych spotkaniach. Jak łatwo policzyć, jeśli podczas godzinnego spotkania idę ze średnią prędkością 3 km/h to po mitingu „mam w nogach” 3 km. Po dwóch spotkaniach to już 6 km. To naprawdę dobrze robi.

Może też się ruszysz?

Opowiadam o tym, jako o ciekawostce. Moja praca jest specyficzna i być może tak bardzo inna od Twojej, że poza poznaniem ekstrawaganckiej ciekawostki, niewiele wyniesiesz z dzisiejszego felietonu. Może jednak obudzę u Ciebie wolę poruszania się każdego dnia. Może nie masz tak napiętego grafiku jak ja i możesz pójść sobie codziennie na godzinę lub dwie spaceru na świeżym powietrzu? Szczerze mówiąc, nie mam przekonania, że elektryczna bieżnia w zamkniętym pomieszczeniu to najlepsze, co można zrobić dla zdrowia. Aczkolwiek w moim przypadku, jest to dobry ratunek przed kompletnym bezruchem.

Bieżniowa edukacja

Powyżej nadmieniłem, że na bieżniowym tablecie załatwiam też e-learning oraz sport. Otóż korzystam z kursów on-line, zwykle w formie webinarowej i zdałem sobie sprawę, że nic nie stoi na przeszkodzie, abym zdobywał wiedzę chodząc. Tak właśnie robię.

Jaka bieżnia? Specyfikacja? Szczegóły?

Przypuszczam, że niektórzy z Was chcą się dowiedzieć więcej szczegółów technicznych. Jaka to konkretnie bieżnia? Czy poza spacerkami w emerytalnym tempie robię z nią coś bliższego sportowi? Czego już dowiedziałem się o bieżniach, ich rynku, cenach i markach, gdy robiłem research przedurodzinowy? Jaki jest wpływ bieżni na rachunki za prąd? Co zaobserwowałem w kwestii sprzętu z drugiej ręki? W jakich sklepach oglądałem bieżnie. Jakie mam doświadczenia z softwarem iFit, który zapewnia ćwiczenie z trenerami online? Na te pytania odpowiem w środowym wideomateriale, który odpalę 2 września o 20:00 na moim kanale youtubowym (link wrzucę pewno we wtorek na stronę www.fruga.net/371).

Jednominutówka wideo

Natomiast teraz zapraszam na jednominutowe wideo, gdzie pokazuję kilka migawek z biurowego chodzenia: LINK YT

 


Serdecznie sugeruję, zapisz się na mój newsletter, a wtedy kolejny felieton trafi do Twojej skrzynki mailowej w niedzielny poranek: fruga.net/lista


Top