Wskaźnik profesjonalizmu

https://www.youtube.com/watch?v=Iv-eTgdxoXA

Robić to co się obiecało i patrzeć na sprawy w szerszej perspektywie.
Myślę, że to główne wyzwania wielu ludzi.
Oczywiście uogólnienie upraszcza rzeczywistość, bo przecież ktoś zmaga się z komunikacją, ktoś z finansami, ktoś z utrzymaniem porządku itd.
Jednak wiele rozmów i obserwacji prowadzi do tych dwóch tematów.
Pierwszy lubię nazywać, za moimi amerykańskimi kolegami, „say-do-ratio”, czyli wskaźnik tego co obiecałeś do tego co zrobiłeś. Nazywam go: wskaźnik profesjonalizmu. Czytaj dalej Wskaźnik profesjonalizmu

Złoto dla odważnych

Być może pamiętasz jednominutówkę, w której wystąpiłem w kasku motocyklowym i pancerzu przeciwurazowym?
Jeśli nie widziałeś, to znajdziesz ją na tej stronie:
http://bernard.fruga.net/029

Wtedy, korzystając z tego, że jako motocyklista, miałem „pod ręką” odpowiedni sprzęt, obrazowo pokazałem model zarządzania ryzykiem o skrócie PLAN B (tj. 1. prawdopodobieństwo, 2. lekkość, 3. analiza 4. neutralizacja 5. bilansowanie).
Było konkretnie i narzędziowo.

NARZĘDZIA NA BOCZNICY
Jednak po latach przyszła refleksja, że kluczem do zbudowania bezpieczeństwa nie są narzędzia, modele i algorytmy. Ten klucz znajduje się gdzie indziej: w głowie.
Zarządzanie ryzykiem to przede wszystkim odważne stawianie czoła temu co nas spotyka.

JAKOŚ TO BĘDZIE?
Jeden z moich klientów, podsumowując dwuletnią współpracę, powiedział:
–Dzięki temu, gdzie jestem dzisiaj, nie potrafię zrozumieć przedsiębiorców, którzy brną przez problemy i bezmyślnie powtarzają „jakoś to będzie, jakoś się ułoży”. Nic samo się nie ułoży. Trzeba stawić czoła wyzwaniom!
Odważne spoglądanie w oczy niebezpieczeństwu, to fascynująca gra zwana życiem. Ono rozdaje trofea w zaskakujący sposób; czasem w niezrozumiały dla widzów ziemskiego spektaklu.

NARYSOWANY POTWÓR
Pamiętam efekt „łoł” jakiego doznałem na jednym z wykładów, gdy studiowałem psychologię. Profesor powiedział, że warto, by osoba zalękniona nazwała, a jeszcze lepiej narysowała, to czego się obawia:
–Potwory w naszych głowach, nie są już takie straszne, gdy się je konkretnie nazwie i zobrazuje.

ZŁOTO DLA ODWAŻNYCH
Nie miałem okazji wejść na praktyczną ścieżkę psychologa klinicznego, bo rzuciłem się w nurt psychologii przemysłowej (która obecnie jest elegancko nazywana psychologią biznesu). Zatem nie wiem jak wygląda uwalnianie pacjenta z lęków i na ile samo nazwanie obaw jest już uzdrawiające.
Jednak mam ponad dwadzieścia lat doświadczeń biznesowych i przesuwają się przed moimi oczami liczne odsłony filmu, który można by zatytułować „Złoto dla odważnych”.

Mam na myśli ludzi, którzy realizowali wielkie dzieła, po opuszczeniu strefy komfortu.

BOISZ SIĘ?
Gdy widzisz człowieka, który porzuca nudną pracę, by zbudować swoją firmę, to na usta ciśnie się pytanie: „nie boisz się?”
Co usłyszysz w odpowiedzi?
(1) –No co Ty?! Jakoś to będzie.
albo:
(2) –Boję się jak cholera, ale strach trzeba pokonywać!

W AMOKU
Ci pierwsi mają postawę nastolatka, który w amoku siada za kierownicą trzylitrowego samochodu i pędząc po śliskiej nawierzchni śmieje się, że jakoś to będzie. Tak jak niewielu spośród tych nastolatków dożywa wieku średniego, tak niewielu tak „odważnych” przedsiębiorców działa na dłuższą metę.

SZACUNEK DLA RYZYKA
„Złoto dla odważnych” trafia zwykle w ręce tych co udzielili tej drugiej odpowiedzi. Oni przypominają antyterrorystę, który wchodzi do budynku, w którym przetrzymywani są zakładnicy.
Akcja jest śmiertelnie niebezpieczna, a ryzyko jest traktowane z należnym szacunkiem. Kopnięcie w drzwi nie wynika z myśli „jakoś to będzie”, tylko ze świadomego wyjścia ze strefy komfortu i spojrzeniem w oczy niebezpieczeństwu.
Taka postawa charakteryzuje też biznesowych długodystansowców. Oni znają cenę, którą trzeba być gotowym zapłacić, by zrealizować swoją wizję. Nim rzucą się w rynkową niszę, to nazywają ryzyka i szacują ich skalę. Potem, w działaniu, po „kopnięciu w drzwi” już nic ich nie powstrzyma.

ZAPRASZAM NA FILM
O tym mówię w dzisiejsze jednominutówce. Proszę, posłuchaj:

https://www.youtube.com/watch?v=QdEmgzYKtaY

PSYCHOLOGIA I ZARZĄDZANIE
Temat jest arcyciekawy, bo łączy psychologię z narzędziami biznesowymi. Mam przyjemność pobierać nauki życiowe od ludzi, którzy na własnej skórze doświadczyli przekraczania swoich ograniczeń. Ci co byli „po drugiej stronie ryzyka” niosą przekaz, który jest cenny dla każdego z nas.

Dlatego z takim zapałem organizuję i tak wytrwale namawiam do udziału w spotkaniu 18 marca, na którym usłyszymy z pierwszej ręki, co się dzieje w głowie i sercu człowieka, który słyszy głos „przegrywasz w głowie!”, a potem pokonuje strach i zwycięża.

DARY LOSU
Piotr Cieszewski wszedł na górę Everest, a przy okazji wszedł na Everest pokonywania swoich ograniczeń. Jarosław Polak wielokrotnie dosłownie przeżył moment „kopnięcia w drzwi”.
To dar losu, że możemy usiąść z nimi i do swojego życia przenieść naukę z ich doświadczeń.
Moja obecność też będzie ważna, bo biorę na siebie rolę „narzędziowca”. Pokażę sprawdzone sposoby łączenie odwagi z zimną kalkulacją ryzyka i wyciągania praktycznych wniosków z tej ciekawej arytmetyki.

To jest temat i to jest szansa, których warto doświadczyć, bo mają zastosowanie tak samo dla przedsiębiorcy, jak i wychowawcy, jak i każdego, kto postanowił, że przez życie będzie płynął, a nie dryfował. Liczę na Twoje zrozumienie mojej perswazji i decyzję, by kliknąć www.fruga.net i zainwestować we wzmocnienie swojej postawy życiowej.

Teoria ograniczeń oraz „sommelier”

Sommelier to doradca w zakresie win. Spotkamy go w restauracji, gdzie doradzi nam jakie wino dobrać do posiłku. Docierają do nas wina z całego świata i nawet gdy jesteś smakoszem tego trunku, to nie masz czasu, by brzebić się przez ogrom dostępnych informacji. Godny zaufania sommelier dobrze Cię w tym wyręczy i doradzi adekwatnie do potrzeb.

Dlaczego o tym piszę w newsletterze o zarządzaniu i kształtowaniu charakteru?
Bo zdałem sobie sprawę, że jestem Twoim sommelierem. Przypuszczalnie jednym z kilku, z których pomocy korzystasz.

Nie, nie jestem wybitnym znawcą win, mimo że mieszkając w Szwajcarii piliśmy sporo wina, głównie włoskiego.
Jednak to nie branżę, ale charakter pracy mam podobny do sommeliera.

Moi klienci to przedsiębiorcy i managerowie, którzy mają dostęp do nieprzebranych, globalnych zasobów wiedzy o zarządzaniu, rozwoju kompetencji i narzędziach stosowanych w biznesie.
Podobnie jak bywalec restauracji, który nie ma czasu na śledzenie informacji o rynku win, tak mój klient  nie ma czasu, by weryfikować co jest sensowne, a co niepotrzebne w nowinkach o zarządzaniu.

Sommelier wykonuje swoją pracę, gdy jest poproszony o pomoc, a potem dyskretnie znika pozwalając gościom cieszyć się posiłkiem.
Moja praca też jest chwilowa (zwykle trwa 12 tygodni). Dobieram dla klienta narzędzia pracy i wspieram w wykuwaniu zalążków dobrych nawyków w zarządzaniu. Potem odchodzę w cień, by klient mógł skutecznie działać, samodzielnie „stojąc na własnych nogach”.

Dla Ciebie, Czytelniku newslettera, wcielam się w rolę przewodnika po rozwiązaniach, metodach, publikacjach i osobach godnych uwagi. Zatem coraz bardziej staję się Twoim zdalnym „sommelierem”. Coraz częściej będziesz tu znajdować recenzje książek i rekomendacje rozwiązań, które pozwolą Ci zaoszczędzić czas szukania i weryfikowania rozproszonych informacji.

PRZEWODNICY W DŻUNGLI INFORMACYJNEJ

Błogosławieństwem naszych czasów jest powszechny dostęp do zasobów wiedzowych z całego świata. Zarazem jest to przekleństwem każdego z nas, bo trudno odróżnić dobre informacje od fałszywych.
Dlatego widzę, że coraz ważniejszą rolę, w zabieganym życiu każdego z nas, będą pełnić ludzie, którzy w swojej dziedzinie dokładają starań, by propagować rozwiązania, które znają z własnego doświadczenia, lub mają źródła, które mogą z przekonaniem polecić. Dzięki temu unikniemy pułapek i skuteczniej dotrzemy do informacji, których potrzebujemy.
Z winem jest podobnie. Butelka doskonałego wina może wyglądać i kosztować podobnie do okropnego napoju, którym poluje się na nieświadomych klientów. Zaufany sommelier wybierze spośród tego co sam zna.

Dlatego lubię porównanie do sommeliera i jestem wdzięczny osobie, która mi je podsunęła. Tym człowiekiem jest Oleg Prybyło.
Zatem po tym przydługim wstępie, przejdźmy do sedna dzisiejszego odcinka.

OLEG PRYBYŁO I TOC

Poza wymyślaniem trafnych metafor, Oleg zawodowo zajmuje się teorią ograniczeń.  Jest to metoda zarządzania w skrócie nazywana TOC (od angielskiego Theory of Constraints). Upraszczając temat można powiedzieć, że w TOC chodzi o ciągłe szukanie i uwalnianie „wąskich gardeł” w systemach i procesach.
Zatem jako Wasz „sommelier”, postanowiłem zaserwować dzisiaj „kilka łyków” TOC. Dlatego poprosiłem Olega o jednominutowy wideo-przykład TOC.
Zachęcam, obejrzyj ten film:

https://www.youtube.com/watch?v=RQIemfyL3DU

www.youtube.com/watch?v=RQIemfyL3DU

Ponadto dostaliśmy od Olega krótki tekst wprowadzający w temat, który wklejam poniżej.
Życzę dobrej lektury i owocnych inspiracji,

Bernard Fruga


Oleg Prybyło: Wyzwanie procesu usprawnienia

Jak przekuć ograniczenie na siłę organizacji?

Nie każda zmiana jest usprawnieniem, ale każde usprawnienie jest zmianą.
Podstawowe wyzwania  przedsiębiorcy:
1. Wiedzieć KIEDY zmieniać zasady, a kiedy NIE zmieniać.
2. Wiedzieć CO ( które zasady) zmieniać, a co NIE zmieniać.
3.  Wiedzieć JAK ( działania) zmieniać, a jak NIE zmieniać.

Chcemy  osiągnąć  WZROST+ STABILNOŚĆ , ale jakie kryteria powinniśmy brać pod uwagę podejmując decyzje?
Odpowiedź jest wstępnie prosta:
Dopóki Główne Ograniczenie jest związane z resztą procesów w Twojej Firmie,  prędkość rozwoju i jakość rozwoju są uwarunkowane Głównym Ograniczeniem.
Czyli kolejny krok to znaleźć Główne Ograniczenie.

Odpowiedz sobie na pytania:
1. Dlaczego chcesz coś zmieniać?
2. Co chciałbyś zmienić?
3. Na co chciałbyś zmienić?
4. Jak dokonasz tej zmiany?
5. Jak zmierzyć zmianę?

Punkt 2. jest kluczowym żeby zrozumieć Główne Ograniczenie.
Żeby pomóc sobie w zwerbalizowaniu, znalezieniu i zrozumieniu tego ograniczenia, warto odpowiedzieć na pytanie:
Co powinniśmy PRZESTAĆ robić ( myśleć, działać itd.)? Najbardziej uporczywa rzecz prawdopodobnie będzie Głównym Ograniczeniem.

Gdy Główne Ograniczenie zostało zdiagnozowane zapewne będzie, to konflikt pomiędzy:  Robić,  a Muszę Robić.
Zastosuj narzędzie Logicznego Wnioskowania w TOC: Chmura konfliktu.

Po prawej stronie umieść Działanie : D i D”
Następnie: Potrzeby które te działania powinny zaspakajać: B i C.
W pierwszej, z lewej strony, komórce zaznacz CEL.

Następnie  warto sprawdzić czy Chmura konfliktu jest logiczna.
Zacznij od A, czytając:
żeby mieć A muszę mieć B,
żeby mieć B muszę D,
oraz żeby mieć A muszę mieć C,  żeby mieć C muszę mieć D”

Jeżeli logicznie wywód się układa, to oznacza że Chmura Konfliktu jest dobrze opisana.

Następnie szukaj rozwiązania które:
zaspokoi potrzebę B i C.

Poznasz rozwiązanie po takich cechach:
– Ma najmniej Niepożądanych Efektów
– Jest wystarczająco dobre


 

Darmocha

Świat bez pieniędzy? Biznes bez pieniędzy?
Jedno pytanie bardziej prowokujące od drugiego.
Jednak od kilkunastu lat mam z tym do czynienia.

INSPIRACJA Z INFORMATYKI

Zaczęło się od informatyki. W pierwszej dekadzie XXI wieku firma, której byłem częścią podbiła świat monitoringu reklam rozwiązaniem opartym o bazę danych Firebird i system operacyjny Linux dostępnymi na wolnych licencjach.
Czy grupa naszych warszawskich programistów stworzyłaby wtedy system, gdyby w grę wchodziła spora inwestycja w licencje i płatne szkolenie technologiczne? Wątpię. Byliśmy dość małą firmą należącą do średniozamożnego włoskiego przedsiębiorcy. Duże inwestycje w informatykę nie wchodziły w rachubę.
Jednym z czynników, które sprawiła, że ta firma stała się głównym graczem na rynku, było postawienie na korzystanie z rozwiązań na wolnych licencjach.
Potem zostaliśmy przejęci przez głównego konkurenta, amerykańską korporację i rzecz jasna jednym z pierwszych jej ruchów było szukanie sposobu na zastąpienie wolnych licencji komercyjnymi zamiennikami.

MODEL ZARABIANIA

Tutaj dochodzimy do sedna tematu wolnych licencji. Darmowe rozwiązania sprawiają, że pieniądze nie są barierą w rozwijaniu Twoich rozwiązań. Jednak w dużej skali biznesu barierą bywa raczej bezpieczeństwo, niż pieniądze. Wtedy na wolnych licencjach wyrastają pieniądze.

Np. korporacja zamiast stosować darmową wersję Linuxa kupi rozwiązanie firmy Red Hat, która na bazie wolnej licencji, zbudowała system, za który bierze odpowiedzialność (czyli de facto sprzedaje bezpieczeństwo).

BRAĆ, DAWAĆ I ZARABIAĆ

Być może, podobnie jak ja, nie pracujesz obecnie w branży informatycznej i zastanawiasz się jak powyższe opowieści mają się do Twojej codzienności?

Z mojego doświadczenia wynika, że wolne licencje obniżają bariery finansowe także daleko od świata programistów.
Kilka lat temu wszedłem w model dzielenia się za darmo. Od pierwszego odcinka mojego wideobloga, adresowanego do przedsiębiorców, tworzę na licencji Creative Commons. Ludzie wykorzystują moje materiały na szkoleniach wewnętrznych, umieszczają w swoich zasobach, wmontowują w inne dzieła itd.
Ja z kolei korzystam z ilustracji i utworów muzycznych, które inni udostępnili na wolnych licencjach. Nie mówiąc już o tym, że pracuję na wolnolicencyjnym oprogramowaniu w systemie Linux.

DAWAĆ MASOM, BY SPRZEDAĆ KONESEROM

Gdy przed rokiem szukałem rozwiązania technologicznego do e-learningu, to trafiłem na wolnolicencyjne Chamilo, z którego korzysta wiele instytucji edukacyjnych, szczególnie w świecie hiszpańskojęzycznym. Obecnie Chamilo jest głównym narzędziem mojej pracy „jeden na jeden” w trzymiesięcznych programach rozwoju kompetencji liderów biznesu.
Jaki interes ma w tym twórca Chamilo? On żyje z tego, że na bazie swojego systemu świadczy płatne usługi dla instytucji potrzebujących profesjonalnego wsparcia w zarządzaniu e-learningiem. Pozostałym rozdaje system za darmo.
Jaki ja mam interes w rozdawaniu wiedzy na temat zarządzania? Żyję głównie z tego, że każdego miesiąca kilku przedsiębiorców, uznaje, że chcą ode mnie „rozwiązania uszytego na miarę” i dostarczonego osobiście przeze mnie. Pewno nigdy, by nie wyłowili z tłumu trenerów i konsultantów jakiegoś Bernarda Frugi, gdyby ich wzrok nie trafił na moje darmowe materiały.

SPRZEDAWAĆ DEDYKOWANE WSPARCIE, A NIE ZASOBY

Zatem świat dzielenia się za darmo ma się dobrze, a biznes oparty o takie rozwiązania może przynosić pieniądze. Myślę, że obecnie w cenie jest dedykowane wsparcie stworzone pod potrzeby konkretnego klienta, a nie zasoby wiedzowe lub technologiczne.
Klientom brakuje przede wszystkim czasu i tak już chyba będzie, więc nadal będą gotowi płacić za usługi, które uwolnią ich od tych obciążeń.

Zatem może to czas, by zdecydować czym, w Twojej branży, podzielisz się za darmo i jaką taki gest przyniesie Ci wartość. W dzisiejszym filmie podsuwam kilka pomysłów:

https://www.youtube.com/watch?v=YwOy0NF33Q0