RPG: rolowanie-prysznic-grzbiet dla ubrań w podróży

http://www.youtube.com/watch?v=yO84kbnheKI

W filmie dzielę się trzema banalnymi, acz skutecznymi rozwiązaniami. Dzięki tym drobiazgom moje podróżowanie w interesach jest prostsze. Zrolowane spodnie, koszula rozwieszona w łazience i nieskładana marynarka dają beztroskę w temacie mojego „ubrania roboczego”.

Pół żartem, pół serio, mogę powiedzieć, że osiągnąłem poziom mistrzowski w podróżach biznesowych. Malcolm Gladwell w swojej świetnej książce „Outliers” („Poza schematem”) broni tezy, że po 10 000 godzin praktyki wchodzimy na ponadprzeciętny poziom w dziedzinie, którą tak wytrwale ćwiczyliśmy.

Patrząc pod takim kątem, myślę, iż jakieś dziesięć lat temu doszedłem do poziomu wirtuozerii w podróżowaniu w interesach. rolowanie

Trudno powiedzieć dlaczego temat prasowania ubrań przyszedł mi na myśl jako ważny aspekt podróżowania. Psychoanalityk poszukałby pewno jakiegoś doniosłego doświadczenia z przeszłości 🙂

Może faktycznie pies jest pogrzebany w podróżach sprzed parunastu lat.

grzbiet

…Spod domu odbierała mnie umówiona taksówka, wszelkie wizy i bilety lotnicze miałem załatwione przez koleżanki z biura, a po wylądowaniu w miejscu docelowym czekał kierowca, który wiózł mnie do hotelu lub apartamentu. W końcu, po kilku lub kilkunastu godzinach lotu, docierałem do pokoju, w którym miałem spędzić najbliższe dni lub tygodnie. Nazajutrz ktoś miał mnie odebrać przed ósmą, by razem pojechać do biura. Ten sam schemat w Zagrzebiu, Kairze, Bangkoku czy Auckland. Nim pójdę spać jeszcze tylko przygotuję ubrania na jutro i… tu raz czy dwa zdarzył się nagły zwrot akcji tej monotonnej historii.

Z walizki wyjąłem mocno pogniecioną koszulę, a hotelowy recepcjonista oświadczył, że gościom nie udostępniają żelazek. Zaproponował usługę prania z prasowaniem, ale moje ubrania odbiorą dopiero rano. Tym sposobem wpadłem w pułapkę osłabionej czujności, bo w poprzednim hotelu deska i żelazko były w pokoju. W jeszcze innym było pomieszczenie gospodarcze dla gości itd. Zaś tym razem nie było i trzeba sobie z tym poradzić. Nie pamiętam jak rozwiązałem sytuację, czy pojechałem do jakiegoś sklepu kupić wyprasowaną koszulę, czy może znalazłem poza hotelem miejsce z żelazkiem? Na pewno marzyłem wtedy o wypoczynku, a nie borykaniu się z garderobą.

To chyba dzięki takim doświadczeniom lubię być przygotowany.

W filmie podzieliłem się moimi ulubionymi sposobami na wyprasowane ubrania. Aczkolwiek moje koleżanki i koledzy stosują też inne patenty. Jan kupuje wyłącznie koszule non-iron i zarzeka się, że ich nie prasuje (jest Niemcem i kupuje u siebie, więc może ich non-iron są solidniejsze od moich). Ktoś inny ma torbę podróżną przystosowaną do przewozu garnituru z zainstalowanym wieszakiem.

koszula

Ja niekiedy zabieram na wyjazd żelazko, które pokazałem we wstępie filmu. Wiąże się z nim historia. Urządzenie jest moim rówieśnikiem – jest z roku 1970. Pochodzi z Brockenhaus czyli sklepu ze starociami, który był obok naszego szwajcarskiego biura. Okoliczni mieszkańcy oddawali tam wszystko czego już nie potrzebowali, a co dla innych mogło być przydatne. Meble, książki, sprzęt sportowy itd. Tam właśnie wstąpiłem wracając z przerwy na lunch i zobaczyłem niewielkie pudełko z napisem “jura” (pewno znacie tę markę z solidnych ekspresów do kawy), a w nim niewielkie żelazko ze składaną rączką. Coś takiego musiało powstać w kraju pragmatycznych twórców scyzoryków. W pudełku była karta gwarancyjna podbita miesiąc przed moim przyjściem na świat. Żelazko działa niezawodnie.

W pokojach hotelowych za deskę do prasowania służy mi stolik, na którym rozkładam ręczniki. Nawilżam pod prysznicem, tak jak pokazałem w filmie. Gdy czas goni to stosuję starą dobrą metodę: nabieram wody do ust, „opluwam” ubranie i wtedy prasuję.

To sytuacje awaryjne, lecz zwykle trzymam się zasady rolowanie-prysznic-grzbiet.

Życzę Wam dobrych podróży!