Na ty, czy na pan – pani? Kiedy warto i wypada skracać dystans?

http://www.youtube.com/watch?v=XniLp7pTL1c

Mówienie na ty to sprawa, jak się wydaje, wydaje się niezwykle prozaiczna.  Zdałem sobie sprawę, że to bardziej skomplikowane, niż sądzi moja żona, która uczy dzieci w podstawówce, do kogo mówić na pani, a do kogo na ty.

Wybór formy na ty lub pan – pani jest narzędziem, które pomaga też m.in. w zarządzaniu i załatwianiu spraw. Są sytuacje, gdzie więcej i skuteczniej załatwię po imieniu, a są też takie, gdzie wolę pozostać na pan – pani.

W Polsce przechodzenie na ty ma swoją specyfikę, którą lubię i chciałbym kultywować. Inaczej jest w krajach anglosaskich. Sporo dobrych pomysłów i rozwiązań zawdzięczam Amerykanom, lecz w kwestii kultury i zwyczajów językowych wolę pozostać wierny polskim obyczajom.

Pozwólcie, że odwołam się do Poradni językowej PWN: „Mówienie sobie przez ty niezależnie od hierarchii zawodowej jest przejawem wpływu zwyczajów obcych, zwłaszcza amerykańskich, nastawionych — ogólnie rzecz biorąc, choć problem jest bardziej zawiły — na bezpośredniość i brak dystansu.  W polskim zwyczaju przejście na ty wiąże się z pozwoleniem na wkraczanie na obszar prywatności partnerów. Jeżeli jesteśmy z kimś na ty, to możemy pozwolić sobie na znacznie więcej poufałości niż wtedy, gdy jesteśmy na pan — pani. ”

Inspiracją dzisiejszego odcinka byli dla mnie pracownicy firmy GetResponse, której jestem serdecznym sympatykiem. To polska firma, która odnosi sukcesy międzynarodowe świadcząc usługi mailingowe. Jak kogoś lubię to też więcej od niego wymagam. Podobnie w przypadku GetResponse, gdy otrzymałem od nich biznesowego maila (po polsku), gdzie zwracali się do mnie na ty. Rozpoczęło to naszą konstruktywną dyskusję z przedstawicielami GetResponse.

W ramach dialogu ich przedstawiciel umieścił na mojej facebookowej ścianie taki wpis: „…skoro był Pan naszym klientem, to z pewnością musiał Pan zauważyć, że wszystkie nasze komunikaty budujemy w ten sposób (wszystkie emaile, Facebook, blog, itp.). Staramy się prowadzić bezpośrednią i otwartą komunikację z naszymi klientami. Taka jest również specyfika branży internetowej, w której działamy. Taki styl komunikacji przyjęliśmy od początku działania na polskim rynku i nikt do tej pory nie poczuł się tym urażony.”

Ten wpis wywołał kilka rozmów z moimi znajomymi. Dwójka z nich zwróciła uwagę, że przechodzenie na ty to tylko jeden z elementów trójetapowego rytuału. Np. zwracamy się „Panie Doktorze”, po jakimś czasie bliżej się znamy i dochodzimy do „Panie Arturze”; być może kiedyś zaprzyjaźnimy się i będziemy mówić „Arturze”. Zatem rozpoczynanie komunikacji biznesowej na ty jest w ich odczuciu daleko idącym nietaktem.

Oczywiście wiele zależy to od kontekstu. Bowiem np. w społeczności motocyklistów zwracamy się na ty i bez znaczenia jakie stanowisko piastuje motocyklista, który zatrzymał się obok mnie na światłach to mówię do niego „cześć”, a on zagaduje do mnie na ty.

Podobną zasadę niektórzy stosują w mediach społecznościowych i przedstawiciele firm często zwracają się do swoich klientów odwiedzających ich „fan page” po imieniu. (Między innymi dlatego unikam składania skarg i reklamacji poprzez „fan page”.) Idąc dalej tym tropem, firma świadcząca usługi w branży internetowej postanowiła zwracać się do klientów na ty. W moim odczuciu poszło to o krok za daleko.

Niniejszy tekst trafia do wielu osób. Niektórych z Was znam, inni dopisali się do listy wysyłkowej i osobiście Państwa nie znam. Mimo masowej wysyłki staram się zadbać o adekwatną formę przekazu. Do dobrego znajomego umieszczę w nagłówku „Dzień dobry Tomku” do osoby, z którą jestem na pan – pani „Dzień dobry Pani Anno”. Jeśli nie wiem jak się zwrócić to piszę po prostu „Dzień dobry”.

Zatem nawet przy masowej korespondencji jest możliwość uwzględnienia tego czy z kimś jesteśmy na ty czy na pan – pani.