Polski kowboj… czy cechy narodowe pomagają nam za granicą?

Inspiracją do nagrania był ten tekst: Czy słyszeliście już pojęcie Eastern European Cowboy? Z cowgirl się jeszcze nie zetknęłam, chociaż zapewne to jedynie kwestia czasu… Co wyróżnia menedżerów z naszej strefy geograficznej? Czego im brakuje, aby osiągnąć kolejny poziom wtajemniczenia w biznesie? Jak to zmienić?Podróżując po obu półkulach znaczną część roku, wcielam się w obserwatora i ucznia. Tak się składa, że gdziekolwiek bym nie była – czy to na trasie Amsterdam-Monachium, czy też Houston-Frankfurt bezbłędnie udaje mi się rozpoznać polskich aspirujących biznesmenów, tudzież pracowników korporacji.

Tak rozpoczęła swój artykuł na blogu HBR Agnieszka Światowa. (Tutaj znajdziecie ciąg dalszy publikacji: www.bit.ly/polski-kowboj )

Jako „polski kowboj” zadałem sobie pytanie, gdzie jest brakujący element, który sprawi, że przy spotkaniu Polaka za granicą zamiast zawstydzenia odczujemy serdeczną sympatię.

Jak to zwykle bywa, sprawy najważniejsze to te najprostsze. W moim niezliczonych podróżach biznesowych wielokrotnie spotykałem rodaków, z którymi w przyjemnością spędzałem każdą chwilę. Każda z tych osób miała to samo: była autentyczna i pogodna. Jestem przekonany, że tu jest klucz do naszego powodzenia w relacjach międzynarodowych.

Jesteśmy jacy jesteśmy, ani to powód do wstydu, ani do dumy. Po Ziemi chodzą ludzie setek narodowości i czy jacyś są gorsi lub lepsi? Jasne, że nie!

Myślę też, że z niektórymi ludźmi łatwiej pracować i robić interesy, a z innymi trudniej. Najgorzej z tymi, którzy nie odrobili lekcji spotkania z sobą samym. Nie wiedzą kim są, brak im wglądu w swoje wnętrze. Uciekają w jakieś pozy, udawanie i budują wokół siebie mur sztuczności i wciąż szukają towarzysza by wyśmiać kogoś kto inaczej wygląda, je lub myśli. Bynajmniej nie mówię tego tylko o Polakach. To raczej cecha pojedynczych osób, a nie narodów. Może faktycznie w naszym narodzie jest ona trochę popularniejsza, niż gdzie indziej.

Najlepiej wspominam te historie międzynarodowe, w których towarzyszyli mi ludzie gotowi obrócić w żart swoje potknięcia, a z napotykanych odmienności wyciągali naukę. Tacy co na informację, że ktoś nie je wołowiny reagowali z serdecznym zaciekawieniem i pytali z czego to wynika. Zaś przerwy w pracy przy projekcie związane z modlitwą naszego muzułmańskiego kolegi kwitowali konstatacją, że religijność zachodu zagubiła swoją więź z codziennością i pracą.

Zaś najskuteczniejsi managerowie to były osoby, które równie dużo czasu spędzały na realizację wizji biznesowych co na budowanie relacji i komunikację ze współpracownikami.

Myślę, że gdy już „polski kowboj” zaakceptuje siebie i innych, to wtedy douczy się kilku lekcji o tym jak bardzo sukces w biznesie zależy od zbudowania w otoczeniu poparcia i zapału do swoich wizji. W biznesie „dobry pomysł” jest tylko tak dobry jak silna jest motywacja współpracowników, by do jego realizacji dołożyć swój czas i energię.

Zatem kowboju, zatrzymaj się na moment, zdaj sobie sprawę kim jesteś i skąd pochodzisz, a potem zbliż się do ludzi, bo w relacjach z nimi jest klucz do Twojego sukcesu.